• Wpisów:499
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:53
  • Licznik odwiedzin:5 283 / 2005 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Związek to nie jest status dla publicznej wiadomości, aby ludzie wiedzieli, iż jesteśmy zakochani. Związek to dwoje ludzi, którzy się kochają, potrafią przetrwać każdy kryzys... To połączenie miłości oraz przyjaźni. Akceptacja siebie wzajemnie, niezależnie od tego, jaka jest druga osoba.
 

 
Dobrze jest mieć kogoś, z kim można szczerze porozmawiać na każdy temat.
  • awatar Annie_97x: ojj tak... xx
  • awatar *Mmm...: Serdecznie zapraszam na mój blog justtome.pinger.pl Będzie mi bardzo miło jeżeli zostawisz coś po sobie. Przepraszam za spam. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Część 62 ♥
Ten dzień Karolina przesiedziała w domu z Julią, padał deszcz co uniemożliwiało im wyjście do parku.
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale czy Ty i Szymon...- ...pokłóciliśmy się - powiedziała i spuściła głowę, potem opowiedziała z jakiego powodu. Dziewczyny wykorzystały chwilę 'dobrej' pogody i popędziły do kina. Karolina z Julią wybierały film kiedy podszedł do nich Paweł.
- Tak, ten będzie fajny. Na końcu główny aktor zginie w wypadku samochodowym.
- Co Ty tutaj robisz? I dziękuję za zniszczenie filmu.
- Jak to co tutaj robię? Przyszedłem do kina.
- Dobra, dobra. Zmiataj mi stąd. ŻEGNAM. - chłopak najwyraźniej chciał być uprzejmy i posłuchał jej. Odszedł.
- Co to za ciacho i skąd go znasz? - zapytała Julia robiąc słodką minę do chłopaka
- To mój były - Julii posmutniała mina. Wyznawała Ona bowiem zasadę: " Jeżeli facet, to ex mojej przyjaciółki to nie ma szans. "
- On Ci się chyba nie spodobał, co? - zapytała ze zdziwieniem
- Troszkę - powiedziała jak malutkie dziecko.
- Pamiętasz co mówiłam Ci o tym chłopaku, który mnie zdradził?
- No, przypominam so... Tylko mi nie mów, że to ... To ON? - zapytała wytrzeszczając oczy.
- Tak...
- Dlaczego jesteś taka spokojna? Dziewczyno, ja tutaj bym go zamordowała na Twoim miejscu...
- Ale ja już mu wybaczyłam - powiedziała nie myśląc co mówi.
- Słyszysz siebie? Chcesz mi powiedzieć, że wróciłabyś do niego?
- Zwariowałaś?! Przecież dobrze wiesz, że kocham Twojego brata. - w tym momencie Karolina spostrzegła, że pierwszy raz powiedziała to Julce.
- Rozumiem...
- Nie jest On wierny, dlatego nie polecam Ci Go...
- Ale On jest taki przystojny, chcę go poznać!
- Żartujesz?
- Proszę! I poproszę Cię też o zgodę na... - Julka pokazała jednoznaczny gest swoimi rękoma, które ułożyła w serce.
- Jasne, ale już Ci mówiłam, On nie jest wierny!
- Oj, może się zmienił?
- Tacy jak Oni się nie zmieniają...
- Co tam, zaryzykuję.
- Dziewczyno, będziesz jeszcze przez Niego płakać, oj będziesz.
- Tak sądzisz?
- Tak właśnie sądzę. To co? Jaki film oglądamy? - szybko zmieniła temat widząc, że Paweł znów zbliża się ze swoją paczką.
- Obojętnie, wybór należy do Ciebie... - powiedziała Julia, kompletnie nieobecna, gapiąca się na Pawła z rozdziawioną buzią. Chłopak słodko się do niej uśmiechnął i mrugnął. Julia o mało co nie zemdlała.
- No to idziemy na... - kiedy Karolina spostrzegła, że Julia nie jest zainteresowana tym, co mówi walnęła ją w ramie i powtórzyła: - Idziemy na FACECI W CZERNI.
- Co? Nie, nie lubię tego. Pierwsze części mi się nie podobały.
- A przed chwilą mówiłaś: "Obojętnie, wybór należy co Ciebie" - cytowała przedrzeźniając Julię.
- Wcale, że tak nie mówiłam - Broniła się.
- Nie mam na Ciebie słów, dziewczyno - zarzuciła rękoma i pokazała palcem na drzwi - GET OUT!
- Nie udawaj, że znasz angielski - powiedziała żartem, idąc w stronę drzwi wyjściowych.
- Nie muszę udawać, kochanie - uśmiechnęła się. Dziewczyny wyszły na zewnątrz. Teraz nie przeszkadzał im deszcz, mimo, że były mokre cały czas się śmiały i dokuczały nawzajem. Do domu Karoliny weszły całe mokre, no właściwie to nie weszły... Nikogo w domu nie było, a Karolina zostawiła klucz w domu. Więc postanowiły iść do Julki. Karolina nie zaprzątała sobie głowy tym, że w domu Julii czeka ją poważna rozmowa ze swoim chłopakiem - Szymonem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
część 61
Drzwi od pokoju Karoliny otworzyły się. Karolina nie mogła uwierzyć w to, kogo właśnie zobaczyła. W drzwiach stanął mężczyzna, około czterdziestki, wysoki, w garniturze.
- Witaj, córeczko - powiedział i uśmiechnął się. Karolina przez chwilę przyglądała się mężczyźnie. "JAKA CÓRECZKO?!" myślała, potem Karolinę olśniło, bowiem w czterdziestoletnim facecie zobaczyła swojego ojca.
- Co Ty tutaj robisz? - zapytała
- Jak to co? Przyjechałem Cię odwiedzić, gdzie twoja mama?
- Mnie odwiedzić? Nagle Ci się przypomniało, że masz córkę?
- Może przedstawisz mnie swojemu chłopakowi, a nie się ze mną wykłócasz co, młoda damo?
- To nie jest, żaden mój chłopak...
- ... Jestem Franek - wstał i wyciągnął rękę do ojca Karoliny, ale ten nie odwzajemnił gestu - jestem przyjacielem Karoliny. Właśnie miałem wychodzić. Pa, Karola - powiedział całując dziewczynę w policzek. Wyszedł.
- Wyjdź stąd! - Karolina powiedziała stanowczo i pokazała palcem na drzwi.
- Będziesz mi rozkazywać? - Zapytał podnosząc rękę na Karolinę, ale powstrzymał się - Jestem Twoim ojcem.
- Ojcem? Ha, ha, proszę, nie rozśmieszaj mnie. Przez sześć lat nie chciałeś mnie widzieć, a teraz sobie o mnie przypomniałeś? Zrujnowałeś mi dzieciństwo. Ja nigdy nie miałam ojca. Myślisz, że ja i mama ot tak Ci wybaczymy? Wyjdź stąd, bo zadzwonię na policję.
Mężczyzna bez stresu wyszedł z domu. Karolina chodziła cała nerwowa po domu, nie wiedziała jak jej ojciec miał czelność przyjść do jej miejsca zamieszkania i skąd to wiedział. Siedziała w salonie i czekała na mamę. Kiedy przyszła Karolina wszystko opowiedziała matce, a Ona podzieliła złość z dziewczyną.

Ten dzień Karolina przesiedziała w domu z Julią, padał deszcz co uniemożliwiało im wyjście do parku.
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale czy Ty i Szymon...
- ...pokłóciliśmy się - powiedziała i spuściła głowę, potem opowiedziała z jakiego powodu.
Dziewczyny wykorzystały chwilę 'dobrej' pogody i popędziły do kina. Karolina z Julią wybierały film kiedy podszedł do nich .........


Ludziska, kurde, zero pomysłów. Przepraszam, ale na chama nic nie napiszę...
 

 
Część 60 )))
Przechodząc przez przejście dla pieszych nie zauważyła nadjeżdżającego Audi. Czerwony samochód zdążył zatrzymać się centymetr od dziewczyny. A Ona przerażona biegła dalej. Kobieta z samochodu wysiadła, żeby porozmawiać z Karoliną, ale Jej już nie było. Wsiadła i odjechała. Tymczasem Karolina znalazła się już w domu. Płakała, cały czas płakała. Sama nie wiedziała czy dlatego, że przed chwilką otarła się o śmierć czy też przez kłótnię z Szymonem. Karolina nie wiedziała co ma teraz robić. Kiedy już się trochę uspokoiła przypomniała sobie słowa swojego przyjaciela, Franka:

"Kiedy to robiłem uciekałem od wszystkiego. [...] To, że złapię za jakiś ostry przedmiot, którym mogę się okaleczać daje mi nadzieję, na to, że zaraz będę mógł odetchnąć, że nic mnie nie będzie martwić."

- No tak, przecież wiem jak to jest - Karolina przypomniała sobie kiedy to ostatni raz złapała za ostry przedmiot, a zaraz potem wylądowała w szpitalu. - On żyje dla Magdy, a ja? Chyba jedyne co mnie tutaj trzyma to mama i mały brzdąc - Karolina myślała chwilę. Zaraz potem wstała prze kluczyła drzwi od pokoju, złapała za szklankę stojącą na biurku i upuściła ją na podłogę. Szklanka była tak krucha, że od razu się stłukła. Karolina uśmiechnęła się. Potem starannie włożyła szkła do pojemnika, co do jednego, maluńkiego szkiełka. Zaraz potem wyciągnęła takie szkło, które wyglądało na najbardziej ostre. Usiadła na łóżku ze szkłem w ręce. Zaczęła płakać.
- Nie mogę, ja chyba nie mogę - szlochała.
Siedziała tak z 5 minut nie ruszając się, aż w końcu się przemogła i oddała pierwsze cięcie, jakieś sześć centymetrów nad nadgarstkiem. Nie było to groźne cięcie, ale krew leciała. Zaraz potem usłyszała pukanie do drzwi pokoju. "To ja, Franek" - usłyszała.
Szybko spuściła rękaw bluzy, którą wcześniej ubrała, potem odłożyła zakrwawione szkło do pudełka, które położyła za kwiatek, który stał na parapecie. Szybko od kluczyła drzwi.
- Cześć, moja zbawicielko - uściskał Karolinę a potem złapał ją za skaleczoną rękę. Karolina syknęła z bólu.
- Co jest? - zapytał chłopak
- Nie, nie... nic, tylko coś mi przeskoczyło w ręce - skłamała.
- Pokaż to... - powiedział podnosząc rękaw Karoliny. Zaniemówił, kiedy zobaczył ranę na ręce swojej przyjaciółki - Coś ty zrobiła?
- Ja? Nic... Chyba nie będziesz mnie teraz pouczał, co? - zapytała pokazując blizny Franka.
- Nie miałem takiego zamiaru, ale dziewczyno...
- No co?
- Sama mnie z tego wyciągałaś a teraz ty chcesz w to wpaść?! Nie pozwolę Ci, rozumiesz?
- Nie potrzebuję Twojego pozwolenia... - szepnęła
- Karolina, proszę Cię - chłopak usiadł...
Drzwi od pokoju Karoliny otworzyły się. Karolina nie mogła uwierzyć w to, kogo właśnie zobaczyła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
część 59
Nazajutrz Karolinę obudziły pierwsze, wakacyjne promienie słońca. Pieściły one jej twarz, tak delikatnie, że Karolina aż się uśmiechnęła. Przeciągnęła się tylko i ziewnęła. Leżała jeszcze tak kilka minut, aż usłyszała, że ktoś wchodzi po schodach. To była mama dziewczyny.
- Śpisz? - szepnęła
- Nie, już nie - powiedziała nadal się uśmiechając
- No, byłam u Ciebie z trzy razy.
- Która godzina? - zapytała zrywając się z łóżka
- Około jedenastej, a co?
- Umówiłam się z Sz... - dziewczyna przerwała przypominając sobie, że ma szlaban na spotykanie się z chłopakiem - koleżanką - dodała szybko.
- Ach tak? - zapytała retorycznie, udawając, że wierzy.
- Tak - powiedziała i szybko wstała biegnąc do łazienki by się ubrać. Dziś było ciepło, więc postawiła na lekkie ciuchy: bluzka na ramiączkach w panterkę, dżinsowe, wytarte spodenki i wysokie trampki. Łapiąc telefon i portfel z pokoju zbiegła na dół. Po drodze dorwała naleśnika, klucze od domu i słuchawki. Podłączyła słuchawki do telefonu i puściła piosenkę Dawida Kwiatkowskiego: "Biegnijmy". Szła do miejsca spotkań, czyli to drzewo nad jeziorkiem. Była już blisko, nagle stanęła. Zobaczyła ławkę koło drzewa, wcześniej jej tam nie było, ale to nie to ją zaniepokoiło. Zobaczyła bowiem chłopaka, to wcale nie był Szymon, siedział On i chyba płakał. Karolina nie wiedziała co zrobić, więc podeszła do chłopaka.
- Coś się stało? - zapytała nieśmiało siadając na ławce obok chłopaka. Zobaczyła, że ciemnowłosy chłopak ma ręce we krwi: - Cholera jasna, co ci jest? - zapytała nerwowo odskakując. Karolina miała w głowie czarny scenariusz.
- Kim jesteś? - zapytał, podniósł głowę, a Karolina dopiero teraz zauważyła jak chłopak trzyma w dłoni szkło, a źródło krwi znajduje się gdzieś na nadgarstku chłopaka.
- Czy ty się ... ciąłeś? - głośno przełknęła ślinę. Chłopak milczał. Siedział tylko i wpatrywał się w Karolinę.
- Odezwij się...
- .. Kim jesteś?! - przerwał jej
- Mam na imię Karolina. Mieszkam niedaleko.
- Cześć, Franek. - Chłopak wstał. Ciemnowłosy chłopak, który miał ze sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu podał Karolinie zakrwawioną rękę. Ona, mimo tego, że panicznie bała się krwi podała mu rękę. - Nie brzydzisz się?
- Chcę Ci pomóc.
- Jesteś miła.
- Opowiesz mi co się stało? Może ci ulży... i oddaj to - powiedziała łapiąc za szkło, a tym samym się kalecząc. Po cichu tylko przeklęła. Chłopak przeprosił na chwilkę po czym wstał, podszedł do jeziora, klęknął i zamoczył w nim ręce. Chciał je umyć.
- Chciałbym być jak ta woda - szepnął - ona niczym się nie przejmuje. Sprawia radość tym, którzy są spragnieni. Wszyscy moczą w niej swoje brudne ręce by je oczyścić, ale ona się nie obraża, po to tutaj jest. Chce być jak najbardziej pożyteczna i jak najbardziej jej to wychodzi - ciemnowłosy chłopak wstał po czym z powrotem usiadł obok niebieskookiej dziewczyny.
- Przerażam Cię? - zapytał po czym się uśmiechnął
- Nie ... - powiedziała, a potem skończyła tak, jak by chciała powiedzieć coś jeszcze, ale nie powiedziała.
- Dlaczego tutaj ze mną siedzisz?
- Nie umiem tego wytłumaczyć. Jakiś głos we mnie mówi, że mam cię pilnować.
- Naprawdę? - zaśmiał się po cichu, ale nie szyderczo.
- No serio, nie chcesz, nie musisz mi wierzyć. - wzruszyła ramionami
- Ale co Cię tutaj sprowadziło? - zapytał zaciekawiony, a z pytaniami rozkręcał się coraz bardziej.
- Umówiłam się tutaj z chłopakiem.
- Och, to może ja pójdę, bo jak przyjdzie ... - chłopak wstał, ale Karolina złapała go za ramię
- Nie idź, dobrze mi się z Tobą gada - oznajmiła
- Mnie również, ale Twój chłopak...
- Wiesz, miał być tutaj dwadzieścia minut temu, wątpię, że przyjdzie.
- No to nie ładnie wystawiać takie ładne dziewczyny - uśmiechnął się
- A co Ty tutaj robisz? - zapytała, żeby nie pokazać jak się zawstydziła
- Długa historia. - Karolina spojrzała na chłopaka potem na telefon:
- W sumie, mam czas.
- No dobrze. Przeprowadziłem się tutaj dziś, albo najpierw zacznę od wczoraj. No więc wczoraj moi rodzice mieli .... wypadek, w którym zginęli na miejscu. - chłopak się rozpłakał
- Nie musisz opowiadać dalej, jeżeli nie chcesz. - mówiła Karolina z troską w głosie. Ale chłopak przełknął tylko ślinę.
- Nie mam tutaj rodziny. A jak się tutaj znalazłem? Wyszedłem z domu, który już praktycznie nie jestem moim domem i znalazłem się tutaj. Usiadłem sam i pomyślałem o rodzicach. Pomyślałem też o mojej kochanej, która leży w szpitalu w Szwajcarii, bo ma raka. Leży tam sama, a ja nie mogę przy niej być. Wiesz jakie to jest uczucie? Kocham ją, jest całym moim światem. Tylko ona mi pozostała. Ja nie mam nawet przyjaciół. Co do moich ran, którym przyglądasz się prawie od początku... Ciąłem się wcześniej. Kiedy to właśnie moja Magda zachorowała. Kiedy to robiłem uciekałem od wszystkiego. Miałem nadzieję, że za chwilę po prostu odjadę. Ale bałem się zrobić to raz, a porządnie. Wtedy moim wytłumaczeniem było: "A rodzice?". Magda już umierała, lekarze nie dawali Jej szans, ale Ona się nie poddała. Walczyła i miała na to dość siły. Rozumiesz? Ona miała tyle siły, że wygrała swoje życie, a ja nie mam tyle siły by to życie przy sobie zatrzymać. Ja nie jestem człowiekiem. Ja jestem jego wrakiem. Nie mam na nic siły, rozumiesz? To, że złapię za jakiś ostry przedmiot, którym mogę się okaleczać daje mi nadzieję, na to, że zaraz będę mógł odetchnąć, że nic mnie nie będzie martwić. Będę tam, koło rodziców.
- A Magda? Pomyślałeś o Niej?
- Ona da sobie doskonale radę beze mnie.
- Ale Ona Cię kocha?
- Owszem.
- Więc powiedź mi, gdybyś Ty był na Jej miejscu... Ona by zmarła w taki sposób - pokazała na rękę chłopaka - czy Ty, chciałbyś walczyć z rakiem dalej?
- Oczywiście, że nie.
- A więc jak myślisz, co Ona uczyni? Przecież ona już nie będzie miała powodu, żeby walczyć. Ty jesteś powodem, dla którego Ona walczy. Nie rób sobie krzywdy, chłopaku. Przed Tobą i Magdą całe życie.
- Może i masz rację...
- Nie "może". Mam rację, na pewno.
Nastała pięciominutowa cisza. Wtedy Karolina zapytała:
- Gdzie aktualnie mieszkasz?
- Nie mieszkam nigdzie.
- Że co? - zapytała ze zdziwieniem
- Wiesz, nie znam Cię, ale nie odmówię Ci pomocy...
- ... ale ja Cię o nic nie prosiłem - uśmiechnął się - to Twoje dobre serce - przypomniał.
- Więc porozmawiam z mamą, zamieszkasz u mnie. Tak przy okazji, ile ty masz lat?
- Wyszedłem z gimnazjum wczoraj. Co do mieszkania. To tylko na dobry tydzień, może dwa. Nie więcej. Do tego czasu znajdę sobie pracę i mieszkanie do wynajęcia. Dziękuję Ci.
Wstali i poszli do domu Karoliny. Tam dziewczyna porozmawiała z mamą. Powiedziała wszystko, co powiedział jej ten chłopak, a że jej mama miała serce jeszcze większe od jej serca, zgodziła się. Obok pokoju Karoliny znajdował się pokój "ciszy". Tam właśnie miał zamieszkać Franek na kilka dni.
- Jestem Ci wdzięczny dozgonnie.
- Dobra, dobra. A teraz idziemy na zakupy.
- Co? Jakie zakupy?
- A masz ubrania?
- No... e... nie.
- No właśnie...
- Ale ja mam przy sobie 100 złoty. Żal mi wydawać na ubrania.
- Na mój koszt! - upierała się Karolina
- O nie! Oddam Ci te pieniądze! Co do grosza!
- Skoro tak, to dobrze.

Zakupy zajęły im 2 godziny. Karolina zapłaciła za wszytko 150 złoty. Kiedy przyszli wszyscy udali się do swojego pokoju. Karolina włączyła laptopa i znalazła projekt który ją zainteresował.

UWAGA! BUTTERFLY PROJECT.
Zasady to:
1. Kiedy czujesz się źle, i decydujesz się na pocięcie się, weź marker, długopis, lub mazak i narysuj motyla na swojej ręce lub dłoni.
2. Nazwij motyla po kimś kogo kochasz, lub po kimś na kim Ci zależy.
3. Musisz pozwolić motylowi zniknąć naturalnie. ŻADNEGO szorowania.
4. Jeśli się okaleczysz przed zniknięciem motyla, motyl umiera. Jeśli nie, on żyje.
5. Jeśli masz więcej niż jednego motyla, nawet najmniejsze pocięcie się zabija wszystkie.
6. Inne osoby mogą również narysować na Tobie motyle. Te motyle są bardzo wyjątkowe. Zadbaj o nie.
7. Nawet jeżeli się nie tniesz, również zachęcam do narysowania motylka, żeby pokazać innym twoje wsparcie. Jeśli to zrobisz, nazwij go po kimś kogo znasz, kto się tnie lub cierpi w tej chwili, i powiedz mu. To może pomóc.

Zaraz zawołała Franka i nie pokazując mu niczego złapała za markery, podwinęła mu rękaw i kazała zamknąć oczy. Narysowała mu pięknego motyla, którego nazwała imieniem jego kochanej: MAGDA. Potem kazała przeczytać "zasady gry". Franek przeczytał spojrzał na motyla. Potem złapał za marker i narysował motyla Karolinie, nazwał go swoim imieniem.




Mijały dni. Franek już znalazł pracę, oddał Karolinie pieniądze i wyprowadził się od jej rodziny. Zamieszkał niedaleko, w tej samej miejscowości. Franek obiecał Karolinie, że na zawsze zostaną przyjaciółmi mimo wszystko. Franek miał motyla na ręce i nie skrzywdził go.
A Szymon? No właśnie. Szymon nie odzywał się do Karoliny, aż od zakończenia roku szkolnego. Przez cały ten czas nie dawał znaku życia. Karolina nie mogła na niczym zebrać myśli, a musiała, bo szukała szkoły, do której ma iść po wakacjach. W końcu napisał:

*Od Szymon*
*Musisz mi coś wytłumaczyć*

*Do Szymon*
*W końcu się odezwałeś! Co niby?*

*Do Szymon*
*Za 10 minut na ławce, w parku!*

Karolina nie wiedziała o co chodzi. Chwyciła tylko za kurtkę, bo na dworze było chłodno, i wyszła. Kiedy doszła do ławki Szymon już tam stał.
- O czym chciałeś pogadać? Co się stało?
- Z kim byłaś wtedy na zakupach? To był chłopak... czy ty ....
- SZYMON! - wrzasnęła - Posądzasz mnie o zdradę?
- Kto ty był? - chłopak prawie się popłakał więc usiadł
- Franek .... - Karolina opowiedziała mu o Nim.
- Przecież On Ci wciska kity!
- Dlaczego tak mówisz?!
- Jesteś taka łatwowierna!!
- Jak możesz?!
- Jak Ty możesz?! Nie wiem co wy tam mogliście robić w domu.
- On tylko u mnie mieszkał! UFASZ MI?
- Nie wiem.
- Wahasz się. To źle. - Odwróciła się na pięcie i pobiegła z płaczem w stronę domu. Przechodziła przez przejście dla pieszych, ale nie zauważyła nadjeżdżającego Audi...



Odniosę się tylko do tego projektu BUTTERFLY PROJECT. zawartego w tej części opowiadania. Projekt jest prawdziwy, bardzo rozpowszechniany w internecie, czy to na blogach czy na ask'ach Ponieważ nie chciałam robić osobnego postu na którym byłby tylko zawarty projekt, postanowiłam umieścić go w opowiadaniu i dzięki niemu mam pomysł co dalej z Karoliną i Szymonem
  • awatar Księżniczk@ Mroku: o matko.. co z Karą ? napisz jak najszybciej następną część bo nie będę mogła spać w nocy ;Ps
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Część 58
- Powiedz mi, dlaczego nie możesz wyjechać akurat tam?
- No bo...
- No mów, słucham Cię.
- Tam mieszka mój.. ojciec.
- Nadal nie rozumiem.
- On jest alkoholikiem. Bił mamę, a ja? Urodziłam się cudem. To był jeden, wielki cud - Karolina nie mogła powstrzymać łez
- Płacz, wypłacz się, kochanie. - Przytulił mocno Karolinę do piersi
- Ja nie chcę tam, co jeżeli go spotkam? Co jeżeli to się powtórzy? Moja mama jest w ciąży!
- Spokojnie, porozmawiamy jak się uspokoisz.

Siedzieli tak 15 minut, może więcej. Szymon wstał, złapał Karolinę za rękę i odprowadził ją do domu.
Mama Karoliny widząc Jego wściekła się. Ale zaraz potem się uspokoiła widząc, że Karolina jest zapłakana. Pobiegła do pokoju nie zamieniając słowa z mamą, a Ona ironicznie uśmiechnęła się do Szymona, tym samym pokazując by sobie poszedł. On spuścił głowę i tak zrobił.
Karolina rozmyślała co będzie dalej. Ma zaryzykować zdrowie swojego rodzeństwa i mamy, aby spełnić swoje marzenie? Usłyszała pukanie do drzwi i otworzyły się, a zza nich wyszła Jej mama.
- Kochanie, co jest? - zapytała z taką opieką w głosie, jak nigdy.
- Mamo...
- Kochanie, jestem Twoją mamą. Ale jeżeli chcesz, to przez ten moment mogę być Twoją przyjaciółką.
- Mamo, bo ja zawsze chciałam chodzić do szkoły sportowej...
- Tak wiem, ale w czym problem?
- Ona jest aż w Krakowie...
- ... w Krako... - mama Karoli głośno przełknęła ślinę - w Krakowie?
- Wiem, wiem. Dlatego właśnie płakałam. Opowiadałam o tym Szymonowi.
- Dobrze wiesz, że nie mogę jechać tam, ze względu na ojca.
- Mamo, ja rozumiem. Dlatego nie wiem co mam robić. Sama nie pojadę.
- Kochanie, wiesz co? Porozmawiamy o tym jutro, okej? - pogłaskała Karolinę
- Dobrze, ale sama wiesz, że jutrzejsza rozmowa nic nie zmieni.
Mama Karoliny wyszła z pokoju. A wieczór Karoliny? Taki jak zawsze. Kąpiel, laptop a potem spać.


Nazajutrz Karolinę obudziły pierwsze, wakacyjne promienie słońca.


KOMENTUJCIE!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Twój uśmiech sprawia,że ciesze się jak małe dziecko z lizaka.♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Bo ty swoim uśmiechem
potrafisz kolorować mój cały świat.
 

 
część 57
Karolina otworzyła oczy. Na zegarku była godzina 5:57.
-Cholera, jeszcze mam godzinę - powiedziała i znów zasnęła
Obudziła się znów. Na zegarku 6:50. Wstała i ubrała się. Wybrała jednak spodnie.
O godzinie 7:30 była już wyszykowana i wyszła z domu. Wchodząc do szkoły zobaczyła Szymona. Stał z dwoma różami w garniturze. Mogłoby się wydawać, że na kogoś czeka. Karolina podeszła do niego.
- Szymon? - zapytała nie dowierzając.
- Niespodzianka! Wychodzę z gimnazjum - w końcu! - uśmiech na Jego twarzy był tak promienny, że od razu zaraził nim Karolinę. Uściskał ją i dał jej jedną z róż, tę większą.
- Dla mnie? Serio? Za co?
- Tak, dla Ciebie. Tak po prostu, bez okazji.
- A ta druga?
- Dla mojej wychowawczyni. Męczyła się ze mną cały rok - uśmiechnął się jeszcze promienniej niż przed chwilą. Złapał Karolinę za rękę i podążał w stronę sali gimnastycznej, na której zaraz miało rozpocząć się zakończenie roku. Minęło szybko i nie obeszło się bez łez. W końcu koniec 3 klasy gimnazjum. Wszyscy mieli świadomość, że to ostatni dzień, w którym są razem. Wszyscy mieli świadomość, że to może właśnie dziś widzą się po raz ostatni. Po policzkach wszystkich płynęły łzy rozpaczy jak i radości.
Po zakończeniu wszyscy tradycyjnie udali się do klasy po świadectwa. Po rozdaniu świadectw i pożegnaniu się z nauczycielami, Karolina z Szymonem udali się do parku.
- Wiesz, muszę Ci coś powiedzieć - mówił Szymon najciszej jak mógł
- A więc mów.
- Ja nie idę do Liceum jak ty...
- ... I co to ma do rzeczy?
- Ty zawsze chciałaś być sportowcem, chodzić do szkoły sportowej... a najbliższa szkoła jest daleko stąd.
- Przejdź do rzeczy, bo zaczynam się bać - zadrwiła Karolina - nie pójdę do żadnej szkoły sportowej - mina jej zbladła.
- Zawsze tego chciałaś! - zatrzymali się. Szymon złapał swoimi dłońmi policzki Karoliny - Obiecuj mi, że spełnisz swoje marzenie. OBIECUJ!
- Ale Szymon - chłopak ją pocałował.
- Proszę Cię, Karola!
- Obiecuję - powiedziała z niechęcią.
- Kiedy wyjeżdżasz do Krakowa?
- Co?!
- Przecież szkoła jest w Krakowie, a ty obiecałaś...
- Ja nie mogę jechać do Krakowa!
- Dlaczego? Karolina, obiecałaś mi!
- Ale to nie z powodu... Mam inne powody! Zrozum mnie!
- Karolina...
- Nie mogę i już! - Usiadła na ławkę
- Co Ci jest, dziewczyno?
- Zrozum mnie, nie mogę... Sama nie będę mogła mieszkać, nie mam ani pieniędzy, ani nikt nie wynajmie mi mieszkania ...
- Pojedziesz z mamą...
- ... w tym cały problem!
- Powiedz mi, dlaczego nie możesz wyjechać akurat tam?
- No bo...
 

 
I wiedziałam, że będzie tak jakbyśmy się nigdy nie poznali. Mogę się założyć, że już nigdy nie usłyszę od Ciebie ani jednego miłego słowa. Nasze drogi się rozeszły, bo Ty tego chciałeś i nic się już nie zmieni.
 

 
I wiesz o czym marzę? Aby umieć przejść obok niego obojętnie. Tak całkowicie obojętnie. Bez żadnego uczucia żalu czy tęsknoty.
  • awatar Malina2000: pytanie może nie z tej beczki ale czemu jak wstawiasz foty jakiś lasek to muszą mieć tą grzywkę emo np prosta też jest piękna choć nie do każdego pasuje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ciesz się szczęściem innych, a życie samo się do Ciebie uśmiechnie!
 

 
To nic nie znaczyło, to nie była miłość! Wciąż mam nadzieje...nowy plan...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
część 56 (księga Karoliny)
Szybko podniosłam się z łóżka. Przyłożyłam rękę do czoła... było całe mokre... ja byłam cała mokra. "Co za koszmar!" pomyślałam. Spojrzałam na zegarek... 5:57. Położyłam się. Po 10 minutach znów zasnęłam. I znów tam wróciłam.

Stałam, ale tym razem nie w lesie. To była jakaś łąka. Nie było w niej tak ponuro jak w tamtym śnie. I w przeciwieństwie do "przed chwili" wiedziałam, że śnie. Czułam ciepło od środka, motylki w brzuchu i w sercu. Potem pojawił się on. Blondyn z ciemnobrązowymi oczyma, które patrzyły we mnie z takim uczuciem... Tak, to był mój Szymon. Stał i wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Chciałam do niego podejść, ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam się ruszyć. A blondyn zniknął gdzieś za krzewami, by zaraz wrócić. Podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.

Znów otworzyłam oczy. Spojrzałam na zegarek: 8:25.
- O, nie! - przeklęłam cicho i zerwałam się z łóżka. Przecież nie wypada się spóźnić do szkoły ostatniego dnia przed zakończeniem roku! Szybko się ubrałam, wyszczotkowałam zęby i zbiegłam na dół. Po cichu zrobiłam sobie kanapkę z ogórkiem. Oczywiście musiałam jeszcze biegnąć do góry po torbę i wyszłam z domu. Dzień w szkole luźno. Tylko cztery godziny więc poszło jak z płatka. Przyszłam do domu i zaraz weszłam na górę. Dziś nie widziałam Szymona. Czułam się dziwnie, bo dotąd widywaliśmy się codziennie. Jakieś dwie godziny leżałam i rozmyślałam nie wiem o czym. Nie jestem w stanie nawet wyrazić o czym myślałam. Wstałam i zabrałam się do pracy. Moją białą bluzkę wyprasowałam i powiesiłam na wieszak. Czarne spodnie położyłam na łózko obok mojej spódnicy w panterkę. Miałam dylemat, co mam ubrać, spodnie czy spódniczkę. Potem poszukałam sobie torebki, spakowałam chusteczki i telefon. Jak skończyłam była godzina 180. Postanowiłam się już umyć - i tak nigdzie nie wychodziłam. Po wyjściu z łazienki położyłam się do ciepłego łóżka. Czekałam na mecz. Musiałam go obejrzeć! No i w końcu nadszedł czas. Po zakończeniu pierwszej połowy i takich emocjach byłam przekonana, że nie zasnę! Ale jednak źle mi się wydawało. Jakieś dwie minuty przed rozpoczęciem drugiej połowy meczu odpłynęłam.
 

 
znaczysz więcej niż niejeden by chciał, ale i tak tego nie doceniasz.
 

 
`Bo mam już dosyć, już prowadzą mnie inne głosy, a kolejne dni zaskakują jak ciosy.
 

 
działasz mi na nerwy, wiesz? odejdź lepiej stąd, bo będzie z Tobą źle.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
`Wiem, kim jestem, czego chce, uwierz mi, i pamiętam tamte dni, czasem jeszcze mi się śni.